Gdzie są miejsca pracy dla młodych?

Bezrobocie wśród młodych to wielki problem. Jeśli teraz nie znajdą pracy, później będzie im znacznie trudniej, a rynek ulegnie dewastacji. Trzeba zmienić system. Dobrym przykładem są Niemcy i Austria.

Jak szacuje Eurostat 28,4 proc. Polaków poniżej 25 roku życia nie ma pracy. Te liczby muszą szokować. O 5 proc. przeganiamy średnią unijną. Tymczasem Niemcy i Austriacy (bezrobocie młodych odpowiednio 7,9 i 9,9 proc.) z tym problemem radzą sobie co najmniej nieźle. Czary? Wcale nie. Po prostu mają dobry system i wzięli się do roboty.

Ucz się i pracuj

Na przełomie 2001 i 2002 r. stopa bezrobocia u naszych zachodnich sąsiadów wynosiła ok. 12. proc. Aby temu przeciwdziałać, rząd kanclerza Schrödera powołał komisję ds. nowoczesnych świadczeń na rynku pracy.
Starano się przede wszystkim kształcić osoby bezrobotne. Wprowadzono także ułatwienia podatkowe, stosowano zachęty przy rozpoczynaniu działalności gospodarczej. Każdy bezrobotny mógł liczyć na konsultanta, który pozostając z nim w bezpośrednim kontakcie, pomagał mu szukać pracy.

Jednak tym, co zdecydowało u sukcesie Niemiec, stał się dwutorowy system kształcenia, który polega na tym, że uczniowie chodzą do szkoły (by zdobyć wiedzę teoretyczną) i jednocześnie pracują (żeby zdobyć wiedzę praktyczną). Brzmi znajomo? Oczywiście, przez wiele lat w ten sposób działały polskie szkoły zawodowe i technika. Wiele z nich zamknięto. Inne połączono lub zmieniono w licea profilowane.

Niemiecki system ma też krytyków. Np. wiele osób uważa, że młodzi ludzie zbyt wcześnie muszą decydować o swojej przyszłości zawodowej. Mając kilkanaście lat, wybierają rodzaj szkoły i przyszłej pracy, który potem bardzo trudno zmienić. Z drugiej strony - wybór jest szeroki. Niemiecka młodzież ma do wyboru ok. 300 specjalizacji.

Wiele państw Europy nie ma i nie zna tego typu rozwiązań. Dlatego Komisja Europejska promuje niemiecki model edukacji, a więc pośrednio walki z bezrobociem wśród młodych, jako "sposób na zapobieganie bezrobociu młodzieży i brakowi wykwalifikowanej siły roboczej".

Jednak przez wiele lat niemiecki system był krytykowany. OECD, czyli Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju naciskała na Niemcy, by zwiększały liczbę osób z wyższym wykształceniem. Wyznacznikiem kwalifikacji miał być dyplom magistra, licencjata czy doktora. Tymczasem jak wskazują sami Niemcy ich "Meister" brzmi dla wielu zagranicznych ekspertów dość egzotycznie. Podkreślają przy tym, że do tej pory kształcenie praktyczne, a więc zawodowe, było uważane za gorsze od ogólnego, czy akademickiego. Podobnie jak w Polsce znacznie lepiej pochwalić się nauką w liceum niż w zawodówce. To się jednak zmienia. Zaczynamy dostrzegać, że adekwatność wykształcenia może mieć kluczowe znaczenie w rozwoju danego kraju i zmniejszaniu bezrobocia.
ważne

Słowo klucz

Adekwatność wykształcenia nie oznacza wcale, że Polska musi mieć największy odsetek mieszkańców z wyższym wykształceniem. Powinna mieć ich tyle, aby bez problemu wchłonął ich rynek pracy. I tylu inżynierów czy specjalistów - praktyków, aby nie brakowało rąk do pracy we wszystkich branżach.

Polska ma jeden z najwyższych poziomów wykształcenia mieszkańców. Ok. 80 proc. Polaków ma wykształcenie wyższe lub średnie - to znacznie więcej niż średnia unijna, która w 2007 r. wynosiła 63,1 proc. Mamy także bardzo wielu studentów (także powyżej średniej). Problem jest w adekwatności wykształcenia. Bo choć ok. 80 proc. rodaków ma wyższe lub średnie wykształcenie, to zgodnie z wyliczeniami GUS średnia wydajność pracy na jednego zatrudnionego jest w Polsce dwa razy niższa niż w całej UE.


Nie tylko Niemcy

Być może jeszcze lepszy system walki z bezrobociem młodych ludzi działa w Austrii. Tam także stosuje się dualny system kształcenia zawodowego. Na czym on polega?

Łączenie praktyki i teorii działa na dwa sposoby: uczeń przez dwa dni w tygodniu się uczy, a przez trzy pracuje, albo dwa tygodnie (lub miesiąc) się uczy, a kolejny okres spędza w pracy. Ocenia się, że właśnie ten system pozwala najlepiej połączyć edukację z potrzebami przedsiębiorstw.

Kształcenie praktyczne ma formę specjalnej umowy między pracodawcą, a praktykantem. Koszty szkolenia zawodowego ponosi pracodawca (który także wypłaca pensję praktykantowi), a koszty nauki - władze oświatowe.

Naukę w systemie dualnym rozpoczyna się w wieku 15 lat. Ok. 90 proc. tak kształcących się uczniów kończy naukę egzaminem. W innych szkołach wskaźnik ten jest nawet o 20 proc. niższy. Sami Austriacy oceniają, że system dualny najlepiej zapewnia gospodarce przygotowane i wykwalifikowane kadry, takie, jakich potrzebują pracodawcy.

Ale Austriacy zaproponowali coś jeszcze. Wprowadzili tzw. gwarancję pracy. Tam też był problem z bezrobociem wśród młodych. Dlatego już prawie pięć lat temu pojawiła się inicjatywa znalezienia każdemu chętnemu młodemu pracy.

Austriacki program zakłada, że każdy zarejestrowany bezrobotny, albo poszukujący praktyk, który ma od 15 do 24 lat, dostanie ofertę pracy, stażu albo szkolenia. W 2011 r. kosztowało to Austriaków prawie 40 proc. całego budżetu przeznaczonego na rozwój rynku pracy. M.in. dzięki temu bezrobocie w tym kraju wśród młodych ludzi sięga 8,5 proc.

Grecja i Hiszpania to kraje gdzie ponad 50 proc. młodych ludzi nie może znaleźć zatrudnienia.


Przyszłość Polski

Specjaliści do spraw pracy ostrzegają, że bezrobocie młodych jest szczególnie niebezpieczne. Może doprowadzić do groźnych zmian w całym systemie gospodarczym kraju - jeśli młody człowiek długo nie może znaleźć pracy, zachodzi pokoleniowa dewastacja rynku pracy. Ma później znacznie poważniejsze problemy na rynku niż jego rówieśnicy. Gorzej zarabia, rzadziej awansuje i niestety częściej znów trafia do pośredniaka.

Na razie nie widać wielu działań ze strony polskiego rządu. Specjalny program wprowadza za to Komisja Europejska.

W 2011 r. Komisja przyjęła dokument "Inicjatywa Szanse dla Młodzieży", w którym wezwała do zacieśnienia partnerstwa między nią a rządami państw członkowskich - szczególnie w krajach, w których bezrobocie młodzieży sięga najwyższych poziomów.

Obecnie Komisja proponuje pakiet na rzecz zatrudnienia młodzieży, który dotyczy sposobów usprawnienia przejścia od nauki do pracy dzięki narzędziom gwarancji dla młodzieży. Chodzi o to, by w cztery miesiące po ukończeniu szkoły lub utracie pracy osoby poniżej 25 roku życia mogły otrzymać ofertę zatrudnienia dobrej jakości, kontynuowania edukacji lub praktyk zawodowych bądź stażu.

Przy czym staż ma gwarantować zdobycie doświadczenia zawodowego, w bezpiecznych warunkach.

Komisja Europejska chce, żeby państwa członkowskie UE były zobowiązane do opracowania narzędzi gwarancji dla młodzieży z pomocą środków unijnych.

Zgodnie z propozycjami KE do lutego rządy państw unijnych miały przyjąć zalecenia i zacząć wdrażać gwarancje dla młodzieży.

Projekt, który przygotowała grupa Komisarza UE ds. zatrudnienia i spraw społecznych László Andora, jest zbiorem zaleceń dla państw unijnych, dzięki którym ma być zwalczany problem bezrobocia wśród młodych w Unii Europejskiej. Komisja nie narzuca jednak żadnych konkretnych rozwiązań, a każde państwo ma mieć możliwość, aby samemu wybrać sposób realizacji zaleceń KE. Unia ma przede wszystkim dać pieniądze na wprowadzenie programu w życie.

Minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz chwali się, że w Polsce młody człowiek dostaje ofertę pracy, stażu lub szkolenia już sześć miesięcy od zgłoszenia do urzędu. Tymczasem, jak wskazuje minister, w Wielkiej Brytanii urzędy pracy mają na to rok, a w Finlandii, gdzie są to trzy miesiące, udaje się w tym czasie znaleźć coś "tylko" dla 71 proc. młodych. W Polsce skrócenie tego okresu, zdaniem ministra jest nierealne.

Wiceprzewodniczący Komisji Krajowej NSZZ Solidarność ds. branż Jerzy Wielgus:

Dobre szkolenie zawodowe jest niezbędne. W ostatnich latach wiele młodzieży poszło na studia - i bardzo dobrze, że młodzi ludzie się uczą. Problem w tym, że nie zawsze mogą znaleźć pracę w swoim zawodzie. Często muszą przechodzić dodatkowe kursy i szkolenia, aby się przyuczyć do zawodu. Niestety przyuczenie da jednak niższy poziom wiedzy teoretycznej i praktycznej niż kilka lat ciężkiej pracy w zawodówce czy technikum. Na rynku brakuje fachowców. Dlatego uważam, że szkolnictwo zawodowe powinno być rozwijane. Jeśli dużo ludzi z ogólnym wykształceniem będzie się musiało dokształcać, to doprowadzi do dewaluacji tytułów.

Inaczej sprawa wygląda w krajach południowych: Hiszpanii, Portugalii czy Włoszech. To są kraje, które miały problem ze swoimi koloniami. Wielu ludzi z krajów kolonialnych przyjeżdża do Europy i żeby znaleźć pracę, muszą się przeszkolić. My zaś musimy się skupić na dobrej edukacji zawodowej.


Maciej Chudkiewicz,

Tygodnik Solidarność

© 2019 UKSW Wszelkie prawa zastrzeżone