Wspólne uderzenie

Donald Tusk dokonał niemożliwego. Zjednoczył trzy największe centrale związkowe. Teraz związkowcy ostrzegają: jesteśmy jak jedna pięść. Pierwsze uderzenie już we wrześniu.

 

Do konfrontacji wciąż może nie dojść. Związkowcy czekają na poważną rozmowę o demokracji. Chcą konkretnych rozmów o dialogu, odpowiedzialności społecznej i realnej sile partnerów społecznych. Znając jednak „zapał” Donalda Tuska do dialogu, nie spodziewają się zaproszenia na rozmowy. Stąd przygotowania do gorącej związkowej jesieni.

Związki razem


Pierwszy raz w historii trzy reprezentatywne centrale związkowe powołały wspólny Międzyzwiązkowy Krajowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy. – Bardzo dziękujemy Donaldowi Tuskowi, że związki zawodowe są razem. Premier mówił podczas ostatniej konwencji swojej partii, że PO powinna być jak jedna pięść. My teraz też jesteśmy jak jedna pięść – mówił na konferencji po zakończonym spotkaniu prezydiów trzech central związkowych Piotr Duda, szef Solidarności.
Wiadomo, że pierwsza wspólna akcja wszystkich związków odbędzie się 11 września. Żaden przewodniczący nie chciał powiedzieć co wydarzy się tego dnia. Nam udało się dowiedzieć nieoficjalnie, że gorąca jesień prawdopodobnie rozpocznie się od wielkiej, międzyzwiązkowej manifestacji w Warszawie. Co będzie po niej? Na razie nie wiadomo. 18 lipca odbędzie się kolejne, bardziej robocze spotkanie szefów central związków zawodowych. Tam będą uzgadniane szczegóły akcji, która może potrwać – jak zadeklarował Piotr Duda – dni, tygodnie, a nawet miesiące.

Międzyzwiązkowy Krajowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy powstał, bo trzy największe centrale związkowe nie zgadzają się na forsowane zmiany w kodeksie pracy, które uelastycznią czas pracy, wprowadzając m.in. 12-miesięczny okres rozliczeniowy.
Związkowcy chcą także m.in. podwyższenia płacy minimalnej i ograniczenia stosowania umów śmieciowych.
Solidarność domaga się zmian w ustawie o referendach ogólnokrajowych. Do tej pory rządząca większość była w stanie przeciwstawić się każdej obywatelskiej propozycji, nawet jeśli pod wnioskiem zebrano ponad 2 mln podpisów, jak w przypadku przygotowanego przez „S” wniosku o referendum emerytalne.
26 czerwca związkowcy z trzech reprezentatywnych central zawiesili swój udział w komisji trójstronnej. Była to odpowiedź na postawę rządu, który ignoruje stronę związkową i nie przestrzega ustaleń z posiedzeń KT.
Swój powrót do prac w komisji związkowcy uzależniają od wycofania zmian w kodeksie pracy oraz dymisji szefa komisji trójstronnej, a jednocześnie ministra pracy i polityki społecznej Władysława Kosiniaka-Kamysza.

Jeśli związki zawodowe zdecydują się przeprowadzić ogólnopolski strajk generalny, to, podobnie jak w Regionie Śląsko-Dąbrowskim, będzie on miał formę strajku solidarnościowego. W Polsce związki zawodowe nie mogą wejść w spór z rządem ani strajkować przeciw jego działaniom. Stąd zostanie wykorzystana formuła strajku solidarnościowego (polega on na strajku w obronie pracowników z branż i zakładów, które nie mogą strajkować). Aby do niego doszło w każdym zakładzie, który chce do niego przystąpić trzeba przeprowadzić referendum strajkowe.

Demokracja na ulicy

Związkowcy jednoznacznie oskarżają rząd, że zmusza ludzi do wyjścia na ulicę. Jan Guz, przewodniczący OPZZ potwierdził, że pracownicy nie mogą wywalczyć swoich praw na forum odpowiednich instytucji, jak komisja trójstronna i dlatego przyszła pora na walkę na ulicy.
Związkowcy podkreślają także, że nawet wychodząc na ulicę walczą o demokrację, a strajkując stosują metody rodem z Europy Zachodniej.
– Rząd zarzuca nam czasami, że chcemy obalić demokrację, a my tę demokrację chcemy wzmocnić. Nie dano nam możliwości negocjowania spraw pracowniczych, spraw ekonomicznych na forum dialogu społecznego. Trzy centrale uznały, że skoro nie jesteśmy w stanie wywalczyć praw pracowniczych na forum komisji trójstronnej, zmuszeni jesteśmy prowadzić tę walkę na ulicy – tłumaczy szef OPZZ.
– Walkę o dialog społeczny, walkę o prawa ekonomiczne będziemy prowadzić do zwycięstwa, do sukcesu – dodał.
Związkowcy zapraszają do wspólnej walki „wszystkie organizacje społeczne, pozarządowe, pożytku publicznego, które czują się oszukane, wymanewrowane, lekceważone”.
Związkom zależy także na zwiększeniu poziomu demokracji bezpośredniej. Chodzi o zmianę ustawy o referendach krajowych oraz konstytucji. Obecnie mimo zebrania ponad miliona podpisów pod kilkoma wnioskami o referenda oraz setek tysięcy podpisów za projektami propracowniczych ustaw rządząca koalicja zgodnie z prawem opóźnia ich procedowanie lub w ogóle odrzuca wnioski.

Minister dostarcza listy

Rząd zarzuca związkom zawodowym, że stosują argumenty siłowe. A związkowcy bronią się, że z dyktatem to właśnie oni mają do czynienia na co dzień.
– Premier zarzuca nam dyktat, a to my mamy go na co dzień w komisji trójstronnej – mówił szef Forum Związków Zawodowych Tadeusz Chwałka. – Przychodzi listonosz, który nazywa się minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz, szef komisji trójstronnej i daje nam dyktat bez żadnej możliwości negocjacji – tłumaczył szef FZZ, opisując praktykę tzw. dialogu i negocjacji, który polega na informowaniu partnerów społecznych o podjętych już decyzjach.
Kilka dni po wspólnym spotkaniu trzech central związkowych odbyło się posiedzenie komisji trójstronnej. Ale już wcześniej związkowcy zapowiedzieli, że nie wezmą w nim udziału.
– Każdego dnia jesteśmy gotowi do rozmów, ale nie będziemy wspierać antydialogu – mówił Piotr Duda. – Nie będziemy uwiarygodniać premiera Tuska, bo nie jesteśmy od jego PR-u – dodał.

„Chcemy Europy w Polsce”

Także 11 lipca w Warszawie przebywał szef Komisji Europejskiej Jose Barroso. Wziął udział w konferencji „Dialog obywatelski o przyszłości UE”, na której był m.in. premier Donald Tusk i międzynarodowe środowisko naukowców, polityków i artystów.
Przed Centrum Nauki Kopernik, gdzie odbywało się spotkanie, zgromadziło się ok. 100 pracowników zrzeszonych w trzech centralach związkowych. Liczyli na spotkanie z szefem KE. Chcieli go poinformować o stanie dialogu w Polsce. Chcieli mu powiedzieć, że dialogu nie ma, a związki zawodowe wystąpiły z Komisji Trójstronnej. Przygotowano bannery po polsku i angielsku. Znaleźli się także anglojęzyczni mówcy. – Żądamy od UE, żeby w sposób zdecydowany zareagowała na to, co się dzieje w Polsce, jeśli chodzi o prawa pracownicze – mówiono przez megafon. O dialogu branżowym w handlu opowiadał szef Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń „S” Alfred Bujara.
Niestety, Jose Barroso nie wyszedł do pikietujących. Zgromadzeni pracownicy krzyczeli: „Panie Barroso, trochę wstyd” i „czekamy na pana”. 

Odpowiedzialność rządu
Na konferencji prasowej po spotkaniu prezydiów trzech central związkowych wystąpił również szef Regionu Śląsko-Dąbrowskiego Dominik Kolorz. Mówił o szkodliwym dla Polski pakiecie klimatycznym, którego polski rząd Donalda Tuska nie potrafi powstrzymać.
Dominik Kolorz przypomniał, że kluczowe negocjacje dotyczące pakietu odbyły się w 2008 roku, kiedy u władzy była już obecna ekipa rządząca. Kolorz przedstawił też liczne działania Solidarności, które próbowały powstrzymać podjęcie niekorzystnych dla polskiej gospodarki decyzji. Z kalendarium działań w sprawie pakietu i kompletem dokumentów można zapoznać się na stronie www.solidarnosc.org.pl

Tekst ukazał się w "Tygodniku Solidarność" nr 29/2013

© 2019 UKSW Wszelkie prawa zastrzeżone