Polacy wreszcie zaczęli się budzić

Rok 2013 przejdzie do historii Solidarności jako okres szczególny. To wtedy po raz pierwszy największe związki zawodowe zjednoczyły się w walce z rządem, podjęły wspólną decyzję o wyjściu z Komisji trójstronnej,opracowaniu nowej formuły dialogu społecznego i zorganizowaniu wspólnie największej od 1989 r. manifestacji i protestów w Warszawie.


Największe akcje Solidarności z roku 2013 mają jednak przyczyny wcześniejsze. Odkąd do władzy doszła Platforma Obywatelska przestano z obywatelami rozmawiać. Brak dialogu społecznego zmusił związkowców do walki: o prawo pracy, pracowników i zwykłych ludzi. Walki, mimo wielu przeciwności, zwycięskiej.


Gdyby był dialog...


- Gdyby był dialog, nie byłoby batalii o podniesienie płacy minimalnej, walki z wydłużeniem wieku emerytalnego, nowelizacją ustawy o zgromadzeniach, kampanii przeciwko umowom śmieciowym. Gdyby z nami rozmawiano, nie musielibyśmy składać wniosku o referendum, organizować protestów, emerytalnych miasteczek itd. I pod tym względem to najgorszy rząd od 1989 r. Nawet z rządem Millera rozmawiało się lepiej. Dzisiaj to jest fikcja. Fasada – mówił w wywiadzie dla „TS” Piotr Duda podsumowując rok 2012.
Zapowiedział wtedy, że dialog na rządzie trzeba będzie wymusić. - Trzeba doprowadzić do sytuacji, aby rządzącym nawet do głowy nie przyszło wprowadzać coś bez konsultacji ze społeczeństwem. Dlatego musimy budować swoją siłę. Przeciwko nam jest cała potęga państwa. Większość koalicyjna w sejmie, senacie, prezydent, rząd, premier, cały aparat państwa i nieograniczone pieniądze. Ale nas jest dużo – mówił szef „S”. A historia działań związku tego roku pokazuje, że Solidarność twardo trzyma się swojej strategii.

Uelastycznić na siłę

Najważniejszym punktem zapalnym walki Solidarności i innych central związkowych z rządem, była, oprócz braku dialogu, próba przepchnięcia przez sejm niekorzystnych zmian w prawie pracy.
Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji kodeksu pracy i ustawy o związkach zawodowych wprowadzający zmiany w organizacji czasu pracy.
Zgodnie z nim okres rozliczeniowy czasu pracy miał być wydłużony z obecnych czterech do aż dwunastu miesięcy, bez względu na system czasu pracy. Aby to wprowadzić pracodawca musi zawrzeć odpowiednie porozumienie z reprezentantami pracowników. Jeśli w firmie nie ma związków zawodowych, teoretycznie będzie musiał zawrzeć porozumienie z przedstawicielami pracowników „wyłonionymi w trybie przyjętym u danego przedsiębiorcy”. Co to będzie w praktyce oznaczało, dopiero się przekonamy.
Rząd chciał także wprowadzić możliwość nakazywania pracownikom rozpoczynania pracy o różnych godzinach.
– Proponowane przez rząd działania dla uelastycznienia czasu pracy tylko spotęgują wyzysk w pracy – podkreślał Henryk Nakonieczny, członek prezydium Komisji Krajowej NSZZ Solidarność. Jego zdaniem proponowane zmiany nie przyniosą oczekiwanych efektów. - Będą skutkować wzrostem niezdrowej konkurencji, kosztami pracy, obniżaniem jej standardów, dumpingiem płacowym, a w konsekwencji hamować będą motywację do poszukiwania innowacyjnych rozwiązań, nowych technologii czy wzrostu efektywności zarządzania. Zahamują rozwój, a nie przyczynią się do niego – mówił Henryk Nakonieczny.
Solidarność walczyła w tej sprawie z rządem czysto merytorycznie. Spierano się na argumenty. Prawnik Komisji Krajowej prof. Marcin Zieleniecki przygotował ekspertyzę, z której wynikało, że proponowane rozwiązania są niezgodne z prawem unijnym. Rząd jednak zignorował argumenty idąc za tropem idei skrajnie pojmowanego liberalizmu.

To oznacza wojnę

– Jeśli sejm przepchnie niekorzystne dla pracowników zmiany przepisów o czasie pracy, to będzie wojna – ostrzegł wicepremiera Janusza Piechocińskiego Piotr Duda. Szef PSL spotkał się 13 lutego z Komisją Krajową.
Solidarność twardo zapowiadała, że nie zrezygnuje z walki w tej sprawie.  – My tego nie odpuścimy. Minister pracy Kosiniak-Kamysz, który stał się lobbystą pracodawców, nawet nie przedstawił tego projektu na plenarnym posiedzeniu komisji trójstronnej, a rząd nie odpowiedział na naszą opinię prawną. Projekt przeszedł przez Radę Ministrów i idzie do sejmu. Pan mówi o dialogu, ale dialogu nie ma – zwrócił się do wicepremiera Piechocińskiego.
W międzyczasie do strajku szykował się cały Śląsk. Wykorzystując formułę strajku solidarnościowego Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy zainspirowany przez „S” i jej przewodniczącego Dominika Kolorza pod koniec marca na cztery godziny zatrzymał gospodarcze serce Polski. To bowiem tam zlokalizowane są najważniejsze zakłady przemysłowe – od przemysłu ciężkiego, przez motoryzacyjny, po stalowy, a także duże firmy usługowe.
Żądania strajkujących nie zmieniły się od kilku ostatnich lat. Kryzys gospodarczy doprowadził do zubożenia polskich rodzin, likwidacji miejsc pracy i całych zakładów. Śląsk, a wraz z nim cała Polska, zbiedniał. Tymczasem rząd nie przedstawia realnych i skutecznych pomysłów na rozwiązanie najbardziej pilnych problemów. Strajkujący mieli pięć najważniejszych postulatów.



Postulaty śląskiego Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego:
1. Stworzenie osłonowego systemu regulacji finansowych oraz ulg podatkowych dla przedsiębiorstw utrzymujących   zatrudnienie w okresie niezawinionego przestoju produkcyjnego.
2.Wprowadzenie systemu rekompensat dla przedsiębiorstw objętych skutkami pakietu klimatyczno-energetycznego.
3. Uchwalenie przez Sejm RP ustaw ograniczających stosowanie tzw. umów śmieciowych.
4. Likwidacja NFZ i stworzenie systemu opieki zdrowotnej opartego na założeniach, na podstawie których działała dawna Śląska Kasa Chorych.
5.Zaniechania likwidacji rozwiązań emerytalnych przysługujących pracownikom zatrudnionym w warunkach szczególnych i o szczególnym charakterze



Premier oszukał wszystkich

Na podstawie doświadczeń zebranych na Śląsku Solidarność zdecydowała się przeprowadzić ogólnopolskie referendum protestacyjne.
Krajowy sztab protestacyjny „S”, który obradował 23 kwietnia, zdecydował, że w całym kraju, w zakładach, gdzie działa Solidarność, rozpoczną się referenda strajkowe. Chodziło o odpowiedź na pytanie czy Solidarność wybierze strajk generalny czy rozpocznie przygotowania do innych akcji protestacyjnych.
Związek cały czas deklarował, że do strajku i protestów wcale nie musi dojść. Nie zmienił jednak swoich warunków: rząd miał wycofać z sejmu projekty wprowadzające skrajnie niekorzystne dla pracowników zmiany w kodeksie pracy.
Wtedy, 24 kwietnia, na spotkanie ze związkowcami w Komisji trójstronnej przyjechał sam Donald Tusk. Obiecał rozmowy i dialog. Deklarował współpracę, byle tylko związkowcy nie blokowali uealastycznienia czasu pracy i by wspólnie doprowadzić do zmniejszenia bezrobocia. Posiedzenie Komisji trójstronnej zawieszono, a kolejne spotkanie miało się odbyć w maju. Premier umówił się ze związkowcami i pracodawcami, że spotka się z nimi jeszcze raz zanim ustawa zostanie przegłosowana. Tak się jednak nie stało. Donald Tusk znalazł czas na spotkanie dopiero w czerwcu, a już w maju zmiany w Kodeksie pracy trafiły do sejmu.


Częściowe zwycięstwo

Rząd wycofał się z niektórych, najbardziej dotkliwych dla pracowników zmian w prawie pracy. Przepchnięto jednak 12 miesięczny okres rozliczeniowy czasu pracy.
W tym czasie trwało już ogólnonarodowe referendum. Mogli w nim wziąć udział wszyscy członkowie Solidarności, a także niezrzeszeni w strukturach związku bądź należący do innych organizacji związkowych. Akcja trwała do 10 czerwca.


Wyniki referendum
Komisja Krajowa podsumowała wyniki referendum sondażowego przeprowadzanego w maju i czerwcu wśród członków NSZZ Solidarność. Wyniki były następujące (dane według stanu na 19 czerwca):
Uprawnionych do głosowania było blisko 680 tys. członków Solidarności
W referendum udział wzięło 493 587 osób, co stanowi 72,59 proc. uprawnionych.
Na pierwsze pytanie dotyczące udziału w strajku w zakładzie pracy „tak” odpowiedziało – 415 243 osoby, co stanowi 84,12 proc. biorących udział w głosowaniu.
Na drugie pytanie – o udział w ogólnopolskiej manifestacji w Warszawie, „tak” odpowiedziało 427 215 osób, co stanowi 86,55 proc. biorących udział w głosowaniu.
Przy okazji referendum, czego nie wliczono do podanych powyżej statystyk, wypowiedziało się blisko 153 tys. osób niezrzeszonych.



26 czerwca, po raz pierwszy w historii trzy centrale związków zawodowych zawiesiły swój udział w komisji trójstronnej. Była to odpowiedź na brak rzeczywistego dialogu ze strony rządu oraz sprzeciw wobec wprowadzanego na siłę projektu uelastycznienia czasu pracy.
„Rząd w ostatnich tygodniach, mimo jednoznacznego sprzeciwu reprezentatywnych związków zawodowych, po raz kolejny uelastycznił kodeks pracy. Wbrew żądaniom związkowców, nie podjął nawet próby uzgodnienia nowych rozwiązań na plenarnym posiedzeniu Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych” – czytamy w piśmie trzech szefów central związkowych skierowanym do premiera Donalda Tuska.
Podczas plenarnego posiedzenia komisji Piotr Duda, Tadeusz Chwałka - przewodniczący Forum Związków Zawodowych i Jan Guz, szef OPZZ, opuścili salę obrad, deklarując, że wrócą do rozmów, jeśli odwołany zostanie minister pracy, a z sejmu wycofana zostanie nowelizacja kodeksu pracy.
Konsekwencją wspólnego wyjścia związkowców z Komisji trójstronnej było powołanie pierwszego w historii przez trzy reprezentatywne centrale związkowe wspólnego Międzyzwiązkowego Krajowego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego. – Bardzo dziękujemy Donaldowi Tuskowi, że związki zawodowe są razem. Premier mówił podczas ostatniej konwencji swojej partii, że PO powinna być jak jedna pięść. My teraz też jesteśmy jak jedna pięść – podsumował Piotr Duda, szef Solidarności.


Największa manifestacja III RP

Trzy największe centrale związkowe od 11 do 14 września zorganizowały wspólnie w Warszawie Dni Protestu. Łącznie wzięło w nich udział między 250 a 300 tysięcy osób.
11 września odbył się tzw. dzień branżowy. Protestowano pod Ministerstwem Zdrowia, Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej, Pracy i Polityki Społecznej, Skarbu Państwa i Gospodarki. Potem uczestnicy protestów przeszli pod sejm. Spodziewano się przyjazdu ok 15 tys. osób, tymczasem było ok 25 tys.
– Pokazujemy politykom, że możemy coś zrobić wspólnie dla polskich pracowników, dla ruchu związkowego. 11 września – ta data będzie się panu długo śniła po nocach, jako pański koszmar – mówił do premiera Tuska przewodniczący Solidarności Piotr Duda.
– Przybywamy po to, by upomnieć się nie tylko o prawa pracowników. Nasze hasło: dość lekceważenia społeczeństwa, to hasło ponadpracownicze – mówił do protestujących.
12 i 13 września to dni eksperckie. Odbyła się wtedy m.in. debata o polityce przemysłowej, służbie zdrowia, dialogu społecznym, związkach zawodowych i referendach.
Pomiędzy debatami odbył się pod sejmem happening, podczas którego przewodniczący central związkowych: Piotr Duda, Jan Guz oraz Tadeusz Chwałka odsłonili złoty pomnik premiera Donalda Tuska, zwany dziś „Złotym Donkiem”.
Pod pomnikiem złożono liczne wieńce. Zastępca przewodniczącego Komisji Krajowej Solidarności Tadeusz Majchrowicz, apelował, żeby nie rzucano w pomnik jajkami, gdyż będzie on uczestniczył w manifestacji na zakończenie dni protestu.
14 września ulicami Warszawy przeszła niemal 200 tysięczna manifestacja. Największa od upadku PRL. Do stolicy przyjechało ok. 200 tys. osób, by wykrzyczeć: mamy dość antypracowniczej polityki tego rządu.
Demonstranci zebrali się w trzech miejscach: przed sejmem – NSZZ Solidarność, przed Pałacem Kultury – OPZZ i przed Stadionem Narodowym – Forum. Przyjechali górnicy, pracownicy służby zdrowia, edukacji, energetyki i wielu innych branż. Kiedy ok. 16.00 demonstracja zbliżała się do końca, na oddalonym ponad 2 km dalej placu trzech krzyży wciąż stali uczestnicy manifestacji, którzy nie zmieścili się na Krakowskim Przedmieściu i Nowym Świecie.
Na zakończenie Piotr Duda powiedział do zebranych:– Jestem facetem, ale płakać mi się chce ze szczęścia. Bo wreszcie obudziliśmy się jako Polacy, jak pracownicy!

 

Maciej Chudkiewicz

© 2018 UKSW Wszelkie prawa zastrzeżone